TAG | zaangażowanie
16
Występy publiczne – przydatny gag.
1 Komentarz | Szczepan Bentyn | Dla występujących publicznie, Długie
Zdarzyło Ci się kiedyś stać z mikrofonem wobec tłumu ludzi, którego nie dało się uciszyć? Jak to zrobić?

Ostatnio zdarzyło mi się, być na otrzęsinach jednej z warszawskich uczelni. W klubie bawiło się ok.1000 osób. Tańce i głośną muzykę przerwał w pewnym momencie studencki kabaret. Jak się później okazało studenci tej uczelni byli dla nich zbyt inteligentni, bo w ogóle nie śmieszyły ich dowcipy o Rydzyku, wdowach, księdzach oraz księdzach z dziećmi. Tak więc poza tym, że byli nieśmieszni, to popełnili jeden największy błąd – który przyczynił się najbardziej do ich porażki. Nie potrafili uciszyć tłumu. Gdy weszli na scenę robili wszystko by być głośniej od ludzi. Wręcz krzyczeli do mikrofonów – lecz bez efektu.
Staranie się być głośniejszym od tłumu to stara niedziałająca metoda, stosowana przez naszych nauczycieli z podstawówki pt. “kto głośniej się wydziera, ten głos zabiera!”. Jednak ta metoda nie działa. Aby duże grono ludzi ucichło, należy zrobić coś niespodziewanego i zaciekawiającego. W teatrze taką rolę pełni kurtyna i gasnące światła – ale tam też nie ma “rozszalałego tłumu” – przynajmniej teoretycznie.
Ważną rzeczą jest również aby pamiętać, że nasz sposób na uciszanie powinien być angażujący słuchaczy. Dlatego często, lepiej od krzyku, zadziała mówienie półgłosem, jednostajnie do mikrofonu, bo wtedy wielu ludzi zacznie się wsłuchiwać w to co mówi osoba przy mikrofonie. Wywoła to wśród ludzi efekt: “cicho! Słyszysz co on tam gada?”.
Trzeba sobie wymyślić swój styl uciszania – na pewno klaun potykający się na scenie, bredząc coś pod nosem do mikrofonu i drapiąc się na scenie po gołej stopie, zadziała lepiej niż krzycząca prezenterka.
Jednak na koniec zdradzę wam przydatny i sprawdzony sposób na wywołanie ciszy. Świetnie angażuje wszystkich i wywołuje ciekawość. Wchodzimy na scenę trzymając w ręku swój telefon komórkowy, bierzemy mikrofon i półgłosem, trzymając telefon w górze, powtarzamy kilka razy “Kto zgubił telefon?”. Wszyscy zaczną przypatrywać się czy to ich i szukać po kieszeniach i torebkach swojego telefonu – dzięki temu przestaną gadać i zaciekawieniu czyj to telefon przez chwile zamilkną. Wtedy ty najzwyczajniej w świecie schowaj swój telefon do kieszeni i zacznij swoje wystąpienie, bez zbędnych komentarzy.
2
Skrypty. Czyli dlaczego uciekamy przed ankieterami.
2 Komentarzy | Szczepan Bentyn | Dla każdego, Dla rodziny, Dla sprzedawców, Dla wstydliwych, Długie
Nikt z nas nie lubi natrętnych ankieterów. Chodzą po ulicach i sami czasem nie wiedzą, czy robią badania rynku czy chcą nam coś wcisnąć. Dlatego ich nie lubimy?
Bo są natrętni, przeszkadzają nam, przerywają, zajmują czas czymś co nas nie interesuje, chcą nam coś wcisnąć – co jeszcze? Od pewnego czasu przyglądam się gorliwym działaniom młodych – zatrudnionych – ochotników greenpeace, na warszawskiej patelni. Czy wiecie, że oni są szkoleni z technik manipulacyjnych? Niektórzy są lepsi od wielu zawodowych sprzedawców, których poznałem. Zasada zaangażowania króluje (podchodzą, zatrzymują, rozmawiają, dają ankietkę i już im podajesz numer konta z którego mają brać pieniądze – w końcu żyją z prowizji…).

Dlaczego omijamy ich szerokim łukiem? Bo mamy w głowie obraz ankietera – wgrany skrypt. Tak samo mamy skrypty żebraków, szambonurków, nauczycieli, policjantów i złodziei. Ewolucja obdarzyła nas zdolnością grupowania ludzi – to chyba miało służyć przetrwaniu gatunku? Spotkałem kiedyś klauna, który okazał się milionerem, bezdomnego doktora filologii greckiej i zakonnika autostopowicza. Nigdy nie wiesz z kim masz do czynienia. Sztuką jest oddzielić się od wgranego skryptu i emocji jakie wywołuje i zobaczyć człowieka, którego prezentuje. Czyż nie?
Gdy patrzę na człowieka zawsze staram się patrzeć na niego jako na kogoś kto jest ode mnie w czymś lepszy. Kogoś kto może mnie czegoś nauczyć. Kogoś kto może się okazać kimś… ciekawym. Chciałbyś być tak traktowany – napisz do mnie ;P Ale ankieterzy mogli by dać spokój.
p.s.
pozdrowienia dla uśmiechniętej ankieterki spod galerii centrum – wiem… to jest baardzo ciężka praca.
22
(Bez)skuteczność reklam…
1 Komentarz | Szczepan Bentyn | Dla copywriterów, Dla sprzedawców, Dla występujących publicznie, Długie
Według szacunkowych danych nowojorskiej firmy Media Dynamics, każdy Amerykanin ogląda średnio 254 reklamy dziennie. Czyli o 25% więcej niż w latach siedemdziesiątych. W czasie ostatniej dekady czas trwania reklam wydłużył się z 6 do 9 minut na godzinę. A ile zapamiętujemy?
W roku 1992 koncern Coca Cola wydała 33 miliony dolarów za prawo sponsorowania olimpiady. Jaka była skuteczność? Tylko 12% ankietowanych odpowiedziało prawidłowo na pytanie kto był sponsorem generalnym olimpiady. 5% powiedziało, że to Pepsi Co. Ciekawe czy Pepsi coś płaciło za darmową reklamę?
Copywriterzy zachodzą każdego dnia w głowę, jak by to nam jeszcze więcej wcisnąć do głowy. Analizują ruchy gałek ocznych gdy patrzymy w ekran. Przedłużają nogi i powiększają piersi modelek. Jeden z moich znajomych jest modelem. Opowiadał jak wyglądała kiedyś jedna z sesji zdjęciowych. Ustawili go, zrobili zdjęcia w 30 minut. Resztą zajął się pan Photoshop CS4 – całe szczęście, że chociaż użyli prawdziwego człowieka – choć pewnie dali by sobie radę bez niego.
Jedne z najskuteczniejszych reklam to nie te, które nas bawią, ale te, które nas angażują. Wystarczy, że zaangażują nas mentalnie – każą nam pomyśleć. Na uniwersytecie Yale w USA przeprowadzono eksperyment – za pomocą broszur chciano namówić studentów na bezpłatne szczepienie przeciwko tężcowi. Zastosowano różne metody m.in. drastyczne zdjęcia gnijących ciał i duże kolorowe hasła. Ich skuteczność wahała się w granicach błędu statystycznego – 3%. Jednak w grupie, która otrzymała broszurkę z mapką i zaznaczeniem w kółku przychodni oraz godziny, w których można się szczepić skuteczność wzrosła do 28%. Dlaczego? Studenci w momencie, gdy byli przekonani o konieczności szczepienia – dzięki mapce i godziną przyjęć – mogli zaplanować kiedy to zrobią. Zaangażowanie.
Praca copywriterów jest bardzo ciężka.
Zapewne każdy z nas miał kiedyś chwilę, że myślał aby rzucić to wszystko i wieść życie żebraka. Jednak trzeba umieć dobrze żebrać, aby przeżyć.
Dzisiaj pod Galerią Centrum w Warszawie, podszedł do mnie zwykły szary alkoholik i świadomie bądź nie, zastosował kilka znakomitych metod manipulacyjnych. Po pierwsze namówił mnie na wyjęcie słuchawek z uszu (w ten sposób już mnie zaangażował). Podał mi rękę (dotyk jednoczy – ale może również boleć…), stanął w podobnej pozycji do mnie (to budzi zaufanie, bo podświadomie wydaje się nam, że ten człowiek jest do nas podobny). A na dodatek, powalił mnie zabawnym tekstem: Jesteśmy brzydkimi polskimi alkoholikami i zbieramy na pyszne polskie wino. Wspomóż ogólnopolską akcję walki z kacem! Jeśli poczucie humoru możemy nazwać manipulacją, to on użył właśnie tej manipulacyjnej techniki. Ujął mnie szczerze tym błaganiem. Postanowiłem: dam ci dwa złote. I oto nasz alkoholik już zwyciężył. Ale tego mu było mało i powiedział: to daj chociaż trzy złote! A ja wiedziony – świadomie – jego manipulacyjnymi technikami, dodałem od siebie tą złotówkę.
Każdy z nas, każdego dnia używa technik wywierania wpływu. W tym przypadku zadziała zasada zaangażowania i konsekwencji. Nawet skoro byłem świadomy dokładnie co się dzieje w momencie gdy do mnie mówił, nie umiałem przełamać jego presji. Prawda jest również taka, że zrobił to bardzo ładnie. Jednak często nie umiemy powiedzieć nie! O tym jak użyć tego trudnego słowa, napiszę kiedy indziej.










